Recenzja spektaklu: "Do Damaszku", reż. Jan Klata
Hipster w kaplicy czaszek
Dostajemy satyrę na hipsterów, a fakt, że rozgrywa się na tle kaplicy czaszek, to za mało, żeby nabrała głębi.
Marcin Czarnik i Justyna Wasilewska jako popbuntownicy.
Marek Lasyk/Reporter

Marcin Czarnik i Justyna Wasilewska jako popbuntownicy.

Czytaj także

Wszystko się zgadza. Konrad Swinarski zamierzał wystawić „Do Damaszku”, jego plany zrujnowała śmierć w katastrofie lotniczej (zresztą niedaleko Damaszku), więc realizacja tej sztuki na początek sezonu poświęconemu temu wielkiemu reżyserowi związanemu z krakowskim Starym Teatrem jest jak poniesienie dalej pałeczki, którą upuścił. Zapisany w sztuce Strindberga temat buntu artysty wobec norm społecznych i Boga – dziś, w czasach, gdy bunt został umasowiony – stał się bardzo aktualny. Do tego reżyserem spektaklu jest Jan Klata: 40-letni buntownik, niegdysiejszy katolik z różańcem w kieszeni, szukający swojego stosunku do Boga, może także robiący rachunek sumienia. W rolach outsiderów obsadził aktorów z importu: Marcina Czarnika i Justynę Wasilewską. On – Idol, muzyk, artysta, performer, zostawił żonę z dziećmi, żeby modnie cierpieć i przekuwać to cierpienie na sztukę. Ona – zostawiła męża, żeby mu towarzyszyć. Piękni, modnie wystylizowani i idealnie powtarzalni. Wszystko się więc zgadza, tylko efekt zawodzi. Dostajemy satyrę na hipsterów, a fakt, że rozgrywa się na tle kaplicy czaszek, to za mało, żeby nabrała głębi.

Wywiad z Janem Klatą na: www.polityka.pl

 

August Strindberg, Do Damaszku, reż. Jan Klata, Stary Teatr w Krakowie

Poleć stronę

Zamknij