Recenzja spektaklu: "Parsifal", reż. Kirsten Dehlholm
Parsifalów dwóch
Można by zamknąć oczy i słuchać pięknej muzyki, ale większość głosów pozostawia wiele do życzenia.
„Parsifal”, ostatni dramat muzyczny Wagnera.
Katarzyna Zalewska/materiały prasowe

„Parsifal”, ostatni dramat muzyczny Wagnera.

Duńską grupą teatralno-performerską Hotel Pro Forma zachwycił się, zobaczywszy jej spektakl, Gabriel Chmura, szef artystyczny poznańskiej opery. Zamarzyło mu się więc, by jej właśnie powierzyć inscenizację „Parsifala”, ostatniego dramatu muzycznego Wagnera. Niestety, pomysł okazał się chybiony. Realizatorzy nie mieli dotąd do czynienia z muzyką Wagnera. Na scenie pojawiła się wizja plastyczna, momentami nawet dość ciekawa, ale mająca raczej niewiele wspólnego z treścią dramatu. Dość wspomnieć, że w roli Parsifala, pięknego i niewinnego młodzieńca, występują dwaj starsi panowie w białych kombinezonach, z których jeden śpiewa (znakomity Thomas Mohr – najlepszy głos w spektaklu), a drugi tłumaczy treść na język migowy. Rozdwojona jest również kluczowa postać kobieca, Kundry – śpiewająca występuje w zwyczajnej sukience, prawie nie gestykulując, a towarzyszy jej tancerka. Nie ma kielicha św. Graala ani włóczni, które spełniają kluczową rolę w akcji. Są zabawy maszynerią sceniczną, jeżdżące w górę i w dół tłumy w workowatych szatach, brak tylko sensu. Można by zamknąć oczy i słuchać pięknej muzyki, ale większość głosów pozostawia wiele do życzenia.

 

Richard Wagner, Parsifal, reż. Kirsten Dehlholm, Teatr Wielki w Poznaniu

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj