Recenzja spektaklu: "Cyrulik sewilski", reż. Natalia Babińska

Cyrulik z teatru cieni
Powiało świeżością w łódzkim Teatrze Wielkim.
Śpiewacy w widowiskowych kostiumach Julii Skrzyneckiej.
Joanna Miklaszewska/materiały prasowe

Śpiewacy w widowiskowych kostiumach Julii Skrzyneckiej.

Młoda reżyserka Natalia Babińska (z wykształcenia także muzyk) wraz ze swymi współpracowniczkami Dianą Marszałek (scenografia), Julią Skrzynecką (kostiumy) i autorkami animacji Pauliną Urbańską i Justyną Brząkalik stworzyły w „Cyruliku sewilskim” wyjątkowo spójną, konsekwentną i dowcipną wizję plastyczno-ruchową. Wizja ta utrzymana jest w konwencji nawiązującej do teatru cieni (cienie zresztą chwilami uniezależniają się od bohaterów), a zarazem do komedii dell’arte – jedno i drugie z przymrużeniem oka.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną