Recenzja spektaklu: "Cyrulik sewilski", reż. Natalia Babińska
Cyrulik z teatru cieni
Powiało świeżością w łódzkim Teatrze Wielkim.
Śpiewacy w widowiskowych kostiumach Julii Skrzyneckiej.
Joanna Miklaszewska/materiały prasowe

Śpiewacy w widowiskowych kostiumach Julii Skrzyneckiej.

Młoda reżyserka Natalia Babińska (z wykształcenia także muzyk) wraz ze swymi współpracowniczkami Dianą Marszałek (scenografia), Julią Skrzynecką (kostiumy) i autorkami animacji Pauliną Urbańską i Justyną Brząkalik stworzyły w „Cyruliku sewilskim” wyjątkowo spójną, konsekwentną i dowcipną wizję plastyczno-ruchową. Wizja ta utrzymana jest w konwencji nawiązującej do teatru cieni (cienie zresztą chwilami uniezależniają się od bohaterów), a zarazem do komedii dell’arte – jedno i drugie z przymrużeniem oka. Postacie w monochromatycznych kostiumach i nakryciach głowy, w kolorach podstawowych (czerwień, żółć, błękit), bieli i czerni, operują wśród symbolicznych, płaskich dekoracji w tej samej kolorystyce. A wszystko ściśle podporządkowane jest muzyce wartko płynącej pod batutą Eraldo Salmieriego. Soliści może nie zawsze idealnie wykonują karkołomne rossiniowskie partie, ale znakomicie wchodzą w atmosferę nieskrępowanej zabawy.

 

Gioacchino Rossini, Cyrulik sewilski, reż. Natalia Babińska, Teatr Wielki w Łodzi

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj