Recenzja spektaklu: „Szczury”, reż. Maja Kleczewska
Zetrzeć uśmiech samozadowolenia
Sztuka jest głosem sprzeciwu wobec egoizmu i samozadowolenia polskiej klasy średniej, w tym ludzi teatru.
Karolina Adamczyk i Michał Czachor w prowokacyjnym spektaklu Mai Kleczewskiej
Magda Hueckel/materiały prasowe

Karolina Adamczyk i Michał Czachor w prowokacyjnym spektaklu Mai Kleczewskiej

Hauptmann opisał dwa światy: bogatych niemieckich mieszczan z początków XX w. i poniewieranej przez nich polskiej służącej. Dramaturg Łukasz Chotkowski i reżyserka Maja Kleczewska przełożyli tę opowieść na współczesne realia. Kanwą przedstawienia uczynili historię przedstawicieli polskiej klasy średniej, obracających się w kręgach artystycznych, którzy doświadczeni śmiercią dziecka przejmują noworodka swojej ukraińskiej gosposi (Karolina Adamczyk). Długa, otwierająca spektakl scena to pokaz polskiej wyższości, cywilizacyjnej i finansowej, nad zagubioną Ukrainką.

Krytyka społeczna łączy się z pewnie nie do końca zrozumiałą dla widza polemiką reżyserki z twórcami z Teatru Narodowego, z którymi ma na pieńku od czasu realizacji „Orestei”.

Szczury, według Gerharta Hauptmanna, reż. Maja Kleczewska, Teatr Powszechny w Warszawie i Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną