Recenzja spektaklu: „Wesołe kumoszki z Windsoru”, reż. Paweł Aigner
Oberża pod rogaczem
Niezbyt wyszukana komedia Szekspira, z akcją osnutą wokół damsko-męskich intryg.
„Wesołe kumoszki z Windsoru”, reż. Paweł Aigner
Dawid Linkowski/materiały prasowe

„Wesołe kumoszki z Windsoru”, reż. Paweł Aigner

Na swoją pierwszą produkcję przygotowaną na scenę elżbietańską – nawiązującą do tej z czasów Szekspira, z placem gry otoczonym z trzech stron stojącymi widzami i spektaklami granymi pod gołym niebem, przy dziennym świetle – Gdański Teatr Szekspirowski wybrał „Wesołe kumoszki z Windsoru”. Niezbyt wyszukana komedia Szekspira, z akcją osnutą wokół damsko-męskich intryg: starań o rękę bogatej panny Anny i nauczki, jaką dają dwie kumoszki pewnemu szlachcicowi czyhającemu na sakiewki ich mężów, jest bardzo wakacyjną propozycją. Pomyślane jako wariacja na temat teatru jarmarcznego, ludycznego, przedstawienie jest rozgrywane na pustej scenie, nad którą wiszą rogi – niezbyt wyszukany symbol małżeńskiej zdrady. Operuje też grubym humorem i przerysowanymi postaciami: mąż zazdrośnik, ksiądz purysta językowy niewymawiający pewnych zgłosek (dobry Cezary Rybiński), służący o nazwisku Tuman (Marcin Miodek) czy porywczy medyk z Francji (Piotr Biedroń).

William Szekspir, Wesołe kumoszki z Windsoru, reż. Paweł Aigner, Teatr Wybrzeże i Gdański Teatr Szekspirowski

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną