Recenzja spektaklu: „Straszny dwór”, reż. David Pountney
Dwór w cieniu samolotu
Mazur w efektownych biało-czerwonych kostiumach wywołuje, jak zawsze, entuzjazm publiczności.
Najważniejszym elementem spektaklu są obrazy.
Tomasz Gzell/PAP

Najważniejszym elementem spektaklu są obrazy.

Po raz pierwszy dzieło Moniuszki w Operze Narodowej wyreżyserował Brytyjczyk. David Pountney ma już za sobą inscenizacje „Króla Rogera” Karola Szymanowskiego i „Pasażerki” oraz „Portretu” Mieczysława Weinberga, ale to zupełnie inna epoka i mentalność. Reżyser postanowił zmienić kontekst na lata międzywojenne, które – wedle jego tłumaczeń – są bliższe odbiorcy. Najważniejszym elementem spektaklu są obrazy: na początku „Cud nad Wisłą” Jerzego Kossaka, później odgrywane w dworze Miecznika z udziałem aktorów cykle „Pory roku” François Bouchera oraz, w scenie z zegarem, Josepha-Marii Viena. Pomysł sam w sobie nawet ciekawy, tylko trudno zrozumieć, czemu te obrazy są wciąż przesuwane po scenie.

Stanisław Moniuszko, Straszny dwór, reż. David Pountney, Teatr Wielki – Opera Narodowa

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną