Recenzja spektaklu: „Król Roger”, reż. Michał Znaniecki

Królewski dramat rodzinny
To już trzecia, po hiszpańskiej i brazylijskiej, inscenizacja „Króla Rogera” przez Michała Znanieckiego.
„Król Roger”, reż. Michał Znaniecki
Marek Lasyk/Reporter

„Król Roger”, reż. Michał Znaniecki

To już trzecia, po hiszpańskiej i brazylijskiej, inscenizacja „Króla Rogera” przez Michała Znanieckiego. I choć pojedyncze elementy pozostały podobne, zmieniła się wymowa, jak również cały finał. Akcja rozpoczyna się tak samo, w królewskiej siedzibie, nie świątyni, a chór początkowy to chór poddanych, który donosi Rogerowi (pijącemu poranną herbatkę z Roksaną i nieistniejącym w libretcie synkiem) o Pasterzu-burzycielu. Ostatni akt zaś, który w teatrze w Bilbao rozgrywał się w klubie gejowskim, tu ma miejsce na ruinach dawnego pałacu – minęło 30 lat, król jest stary i schorowany, Roksana to również sterana życiem hipiska, a Pasterz odzywa się już tylko jako głos wewnętrzny. Co się przez te lata stało? Można się tylko domyślać.

Karol Szymanowski, Król Roger, reż. Michał Znaniecki, Opera Krakowska

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną