Recenzja spektaklu: „Salome”, reż. Mariusz Treliński

Dramat rodzinny z uciętą głową
Wielkim plusem spektaklu jest jego przygotowanie muzyczne przez dyrygenta Stefana Soltesza.
Scenę tańca Salome zastępują tu wspomnienia z traumatycznego dzieciństwa.
Krzysztof Bieliński/materiały prasowe

Scenę tańca Salome zastępują tu wspomnienia z traumatycznego dzieciństwa.

W interpretacji reżysera oraz dramaturga Piotra Gruszczyńskiego bohaterka opery Richarda Straussa, opartej na sztuce Oscara Wilde’a, była w przeszłości ofiarą pedofilii i stąd jej, nazwijmy to tak, niestandardowe zachowania. Całość stosunków rodzinnych Heroda, Herodiady i Salome (jej córki, a jego bratanicy i zarazem pasierbicy) uległa totalnemu rozkładowi: konflikty i agresja to ich podstawa. A mimo to żądanie Salome, by w zamian za taniec (którego zresztą w spektaklu nie widzimy, zamiast niego mamy pokaz kilku scenek z traumatycznego dzieciństwa bohaterki) otrzymać głowę Jochanaana, proroka, który ją brutalnie odrzucił, sprawia, że Herod jakby budzi się z zamroczenia i nabiera odrazy do morderczyni.

Richard Strauss, Salome, reż. Mariusz Treliński, Teatr Wielki-Opera Narodowa

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną