Recenzja spektaklu: „Dydona i Eneasz”, reż. Daniel Stachuła
Dydona w laboratorium
Młody zespół stworzył wizję prostą, bezpretensjonalną i ujmującą.
W środku Sonia Warzyńska (Dydona) w towarzystwie Joanny Radziszewskiej (Belinda) i Sylwii Olszyńskiej (Dama dworu)
Magdalena Ośko/materiały prasowe

W środku Sonia Warzyńska (Dydona) w towarzystwie Joanny Radziszewskiej (Belinda) i Sylwii Olszyńskiej (Dama dworu)

W poznańskim Teatrze Wielkim działa program Laboratorium Teatru Operowego, w ramach którego studenci miejscowych uczelni artystycznych pod kierunkiem swoich pedagogów wystawiają wspólnie spektakl, który – zdarza się – wchodzi na pewien czas do repertuaru. Miejmy nadzieję, że (przynajmniej takie są plany) stanie się to również udziałem „Dydony i Eneasza”. Pomysł tym razem wyszedł od Zakładu Instrumentów Historycznych przy Akademii Muzycznej, a do przygotowania muzycznego spektaklu zaproszono legendę śpiewu kontratenorowego Paula Esswooda, który przyjął zaproszenie z radością, zwłaszcza że to nie pierwsze takie jego zajęcie w Polsce (kilka lat temu wystawił „Juliusza Cezara” ze studentami uczelni łódzkich).

Henry Purcell, Dydona i Eneasz, reż. Daniel Stachuła, Teatr Wielki w Poznaniu

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną