Recenzja spektaklu: „Matka Courage i jej dzieci”, reż. Michał Zadara
Matka Stenka
Warto spektakl w Narodowym obejrzeć. Dla Stenki i wygłaszanych przez nią zdroworozsądkowych myśli na temat natury ludzkiej, które wciąż brzmią świeżo i aktualnie.
Danuta Stenka w roli tytułowej i Zbigniew Zamachowski jako były pastor
Mariusz Grzelak/Reporter

Danuta Stenka w roli tytułowej i Zbigniew Zamachowski jako były pastor

Sztuka Brechta powstała we wrześniu 1939 r. pod wpływem wybuchu drugiej wojny światowej. Pokazuje koszmar wojny od mniej typowej strony – biznesowej. Wtedy to brzmiało obrazoburczo: zamiast pojęć typu Bóg, honor, ojczyzna, padały ceny, a dla głównej bohaterki nie było ważne, kto wygrywa, tylko czy jest wypłacalny. Na końcu i ona jednak płaciła wysoką cenę, jak każdy zwykły człowiek zaplątany w wojenną zawieruchę. Dziś, choć strach przed wojną w naszej części świata jest z roku na rok coraz silniejszy, myśl Brechta i towarzyszące jej rozważania na temat współwiny każdego z nas za obrót spraw na świecie – nie mają już dawnej świeżości. Na pewno zaś nie są w stanie usprawiedliwić ponadtrzygodzinnego spektaklu, pełnego postaci granych na granicy szarży i rodzajowych scenek (często bezsensownie celebrowanych, jak rąbanie drewna czy negocjacje z wojskowymi patrolami), przerywanych, zgodnie z oryginałem, songami.

Bertolt Brecht, Matka Courage i jej dzieci, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną