szukaj
Recenzja spektaklu: „Garderobiany”, reż. Adam Sajnuk
Gwiazdorzy
Pretensjonalne, fałszywe, raniące oczy koszmarną scenografią i uszy okropną muzyką przedstawienie.
Janusz Gajos i Jan Englert w gwiazdorskim popisie
Jacek Domiński/Reporter

Janusz Gajos i Jan Englert w gwiazdorskim popisie

Sztuka Harwooda tchnie nieszczerością i kabotyństwem, co częste, gdy aktorzy mitologizują własny zawód, ale jeszcze silniejszy jest bijący od niej zapach naftaliny. Zestarzały się niemiłosiernie: forma i psychologia, papierem szeleszczą dialogi, jakie toczą ze sobą gwiazda prowincjonalnego teatru Sir i jego tytułowy garderobiany Norman. Po co to dzisiaj wystawiać? Wyłącznie dla celów marketingowych: teatr ma gwiazdy, a widzowie z jakiegoś powodu lubią, gdy opowiadają im one ze sceny, jak niesamowicie ciężkim losem jest aktorstwo. I pewnie będą zachwyceni, że robią to najjaśniejsze gwiazdy Teatru Narodowego, z sukcesami w kinie i telewizji.

Ronald Harwood, Garderobiany, reż. Adam Sajnuk, Teatr Narodowy w Warszawie

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną