Recenzja spektaklu: „Triumf woli”, reż. Monika Strzępka
Triumf zespołu
Niemal czterogodzinne przedstawienie, delikatnie mówiąc, nie jest majstersztykiem dramaturgicznym.
Krystian Durman (z lewej) i Juliusz Chrząstowski
Magda Hueckel/materiały prasowe

Krystian Durman (z lewej) i Juliusz Chrząstowski

Demirski i Strzępka obok Krystiana Lupy najlepiej w polskim teatrze wyczuwają nastroje społeczne. Na tym polega siła „Triumfu woli”, przedstawienia oddającego nasze dzisiejsze katastroficzne odczucie świata i jednocześnie tchnącego trudnym, ale jednak optymizmem, dającego trochę naciąganą nadzieję i budującego teatralną, ale na swój sposób bardzo realną wspólnotę. Całości patronuje Will Shakespeare (Krzysztof Zawadzki) – postać, która przełamała bariery społeczne, zmieniła świat, a przy tym mistrz podejrzanych happy endów, które wydarzą się tylko, jeśli czytelnik mocno w nie uwierzy. Historia nie jest skomplikowana. Po katastrofie samolotu grupa rozbitków na wyspie pociesza się historiami o ludziach z różnych stron świata i czasów, którzy znajdowali w sobie siły, by pokonać trudności zewnętrzne i własne ograniczenia.

Paweł Demirski, Triumf woli, reż. Monika Strzępka, Stary Teatr w Krakowie

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną