Recenzja spektaklu: „Chłopi”, reż. Krzysztof Garbaczewski

Chłopy i baby
Ogląda się ten sceniczny miszmasz, niekiedy rysowany zbyt grubą kreską i wywołujący rechot na widowni, z niemal niesłabnącym zainteresowaniem i przyjemnością.
Spektakl broni się m.in. dzięki charyzmie zespołu Teatru Powszechnego
Magda Hueckel/materiały prasowe

Spektakl broni się m.in. dzięki charyzmie zespołu Teatru Powszechnego

Zgodnie z przedpremierowymi zapowiedziami Garbaczewski sięgnął po czterotomowe dzieło noblisty, gdyż „jest nie tylko ciekawym, niemal etnograficznym, zapisem przeszłości, ale ukazuje też korzenie naszej mentalności i wzajemnych relacji”, „konfrontując gromadę z jednostką, odsłania brutalność relacji społecznych bazujących na wykluczeniu i ostracyzmie”. Niebagatelne było również i to, że „Myśl ekologiczna jest wciąż w Polsce słabo obecna, a tu nagle da się ją odkryć w tekście Reymonta”, bohaterowie zaś „raz są postaciami, raz chmurami, pogoda determinuje ich działania, ich życie”. Wszystkie wspomniane wątki, z chmurami włącznie, są w 3,5-godzinnym spektaklu obecne, ale każdy w przebłysku, bez pogłębienia, to kalejdoskop scen – skojarzeń na temat ludowości dawnej i dzisiejszej, mniej bądź bardziej bezpośrednich odniesień do powieści i mnogości tonów.

Chłopi, według powieści Władysława Stanisława Reymonta, reż. Krzysztof Garbaczewski, Teatr Powszechny w Warszawie

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną