Recenzja spektaklu: „Wiedźmin”, reż. Wojciech Kościelniak

Ludzki Geralt
Spektakl utrzymany jest jednak w konsekwentnym, jednorodnym klimacie sennych majaków opowiedzianych poprzez ciąg retrospekcji i wspomnień.
Geralt z Gdyni, w tej roli Krzysztof Kowalski
Wojciech Stróżyk/Reporter

Geralt z Gdyni, w tej roli Krzysztof Kowalski

Trwa popkulturowa wędrówka słynnego Geralta z Rivii. Po światowym sukcesie gry komputerowej, za prozę Andrzeja Sapkowskiego zabrał się doświadczony duet twórców musicalowych: Wojciech Kościelniak (adaptacja i reżyseria) oraz Piotr Dziubek (muzyka), wsparty potężnym know-how gdyńskiej sceny. Czy także z szansą na sukces? Atutów jest wiele. Spektakl z szacunkiem (acz z konieczności i z wielkimi skrótami) korzysta z oryginału. Ortodoksyjny miłośnik przygód Wiedźmina mógłby może mieć za złe zmarginalizowanie postaci czarodziejki Yennefer czy przydanie Geraltowi zbyt wielu ludzkich słabości, zasadniczo spektakl utrzymany jest jednak w konsekwentnym, jednorodnym klimacie sennych majaków opowiedzianych poprzez ciąg retrospekcji i wspomnień. Tradycyjne walory gdyńskiej sceny także tym razem widać i słychać: dobre głosy, fantastyczna choreografia i akrobatyka, efektowna scenografia, kostiumy i animacje, świetna orkiestra. A do tego mamy kilka bardzo mocnych aluzji do polskiej rzeczywistości, nagradzanych przez publiczność rzęsistymi brawami.

Wiedźmin, reż. Wojciech Kościelniak, Teatr Muzyczny w Gdyni

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną