Recenzja spektaklu: „Les Misérables”, reż. Zbigniew Macias

Do trzech razy sztuka
Nędznicy znów okazali się bogaci.
Łódzki teatr zmierzył się z materiałem, który trudno zepsuć.
Michał Matuszak/materiały prasowe

Łódzki teatr zmierzył się z materiałem, który trudno zepsuć.

Myślę, że nie byłoby wielkich protestów, gdyby ogłoszono „Les Misérables” najwspanialszym w historii musicalem. Światowa premiera miała miejsce w 1980 r., a w Polsce wystawiany był dwukrotnie: w 1987 r. w gdyńskim Teatrze Muzycznym (reż. Jerzy Gruza) oraz w 2010 r. w stołecznej Romie. I za każdym razem były to realizacje wyśmienite, wysoko zawieszające poprzeczkę. Łódzki teatr z jednej więc strony mierzył się zarówno z polską, jak i światową legendą, zaś z drugiej – z materiałem, który trudno sknocić. Wszystko tu bowiem zostało stworzone perfekcyjnie, od scenariusza począwszy, a na genialnej wprost muzyce Claude’a-Michela Schönberga kończąc (wychodząc z teatru trudno się zdecydować, który song nucić pod nosem). Jak sobie poradzono?

Les Misérables, reż. Zbigniew Macias, Teatr Muzyczny w Łodzi

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną