Recenzja spektaklu: „Kram z piosenkami”, reż. Cezary Tomaszewski

Kram z (nie)starociami
Aktorzy robią cuda, by nie zaśpiewać piosenek „po prostu” ani też nie wyśmiać wprost ich staroświecczyzny czy politycznej niepoprawności.
Od lewej: Arkadiusz Brykalski, Michał Jarmicki i Oskar Stoczyński.
Bartosz Krupa/EAST NEWS

Od lewej: Arkadiusz Brykalski, Michał Jarmicki i Oskar Stoczyński.

Cezary Tomaszewski, nominowany do Paszportu POLITYKI za ubiegłoroczne produkcje – „Cezary idzie na wojnę” i „Gdyby Pina nie paliła, to by żyła” – zakończył rok, mierząc się z „Kramem z piosenkami”, zebranym i opracowanym przez Leona Schillera wyborem utworów śpiewanych po dworach, na mieszczańskich rautach albo w spelunkach, gdzie przesiadywało drobnomieszczaństwo czy cyganeria. Bardziej (jak „Kurdesz” czy „Oleandry”) i mniej znane (jak rzewna „Mojej peleryny nie chcą już w lombardzie”) umieszcza we współczesnym kontekście – polskich sporów ideologicznych i warszawskiego Teatru Powszechnego, w którym spektakl jest grany. Część piosenek usłyszymy na przykład podczas obrad Kongresu Przeszłości Kultury, co jest ironicznym komentarzem i do nastawionej na czczenie tradycji polityki kulturalnej PiS, i do niedawnego, zorganizowanego w Powszechnym Forum Przyszłości Kultury.

Kram z piosenkami Leona Schillera, reż. Cezary Tomaszewski, Teatr Powszechny w Warszawie

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną