◊ ◊ ◊ ◊

Towarzysze wciąż mogą
Po kostiumowym i uniwersalnym „Tartuffe’ie” Teatr Narodowy wystawił „Norymbergę” Wojciecha Tomczyka w reżyserii Agnieszki Glińskiej.

Państwo – mówi młodej dziennikarce (Monika Krzywkowska) emerytowany pułkownik kontrwywiadu PRL (Leon Charewicz) – mamy wolne, ale to nie znaczy, że dawni towarzysze ze służb nic już nie mogą. Uświadamia jej, że nie tylko wie wszystko o jej życiu, ale utrzymuje, że miał na nie istotny wpływ: egzamin na prawo jazdy zdany, mimo że była po kielichu, ekspresowy rozwód, kredyt na wyjątkowo korzystnych warunkach.

Dlaczego pomagał? Bo doprowadził do samobójstwa jej ojca. Teraz natomiast oczekuje, że dziewczyna spisze listę jego zbrodni i złoży doniesienie do prokuratury. Chce procesu, Norymbergi komunizmu. Co nim kieruje? Autentyczna potrzeba zrzucenia na starość maski, odpokutowania winy? A może to kolejna rola peerelowskiego agenta?

Autorzy przedstawienia starają się, żeby sztuka stawiała więcej pytań, niż dawała odpowiedzi. To nie kryminał, w którym na końcu musi zostać powiedziane, kto zabił. To opowieść o tym, że PRL to niekoniecznie zamknięty rozdział, epoka historyczna. Musimy sobie pomagać, mówi Hance żona pułkownika (świetny epizod Marii Mamony). Ta krzyczy: Wcale nie musimy! Ale w przedpokoju stoi jej walizka. Wyjeżdża do Stanów, na stypendium.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj