Recenzja spektaklu: "Anna Karenina", choreografia: Alexei Ratmansky
Karenina z wagonem w tle
Oczekiwana przez miłośników baletu tradycyjnego

Premiera w Operze Narodowej oczekiwana przez miłośników baletu tradycyjnego i przyjęta przez nich z zadowoleniem; mniej ciekawa dla wielbicieli tańca nowoczesnego, dla których stylistyka spektaklu jest jak z naftaliny. Ale czy utwór napisany w 1972 r. przez Rodiona Szczedrina dla wielkiej małżonki Mai Plisieckiej, a będący pobieżnym streszczeniem miłosnego wątku „Anny Kareniny”, mógł być zrealizowany mniej tradycyjnie? Raczej nie bardzo.

Z takiego założenia wyszedł chyba Aleksiej Ratmański, główny choreograf moskiewskiego Teatru Bolszoj, realizując ten spektakl cztery lata temu dla Duńskiej Opery Królewskiej. Warszawski jest tej realizacji przeniesieniem. Dominuje tu scenografia Mikaela Melby’ego, opierająca się na projekcjach filmowych, której głównym jednak elementem jest wagon kolejowy, jeżdżący na scenie we wszystkie strony jak przysłowiowa strzelba, co musi wypalić w finale. Najważniejsze jednak, że główni bohaterowie – Marta Fiedler (Anna) i Maksim Wojtiul (Wroński) – tańczą znakomicie, a i orkiestra pod batutą nowego szefa Evgenija Volynsky’ego odzyskuje nieco z dawnego blasku.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj