Recenzja spektaklu: "Lalka", reż. Wiktor Rubin

Bal manekinów
Strzępy z Prusa pod wyświechtaną tezę

Reżyser Wiktor Rubin porwał się we wrocławskim Teatrze Polskim na sceniczną adaptację „Lalki” Bolesława Prusa. Główną postacią pozostaje Stanisław Wokulski (Bartosz Porczyk), choć jest tak wycofany i nijaki, że całymi partiami spektakl toczy się bez bohatera. W szkolnych rozprawkach Wokulski zawsze był rozdarty między romantyzmem a pozytywizmem, u Rubina jest młodym polskim kapitalistą zagubionym między karykaturalnie potraktowanymi patriotyzmem i kosmopolityzmem.

Pierwszy reprezentują: rówieśnik Wokulskiego Rzecki (Michał Chorosiński) – sentymentalny fan Dmowskiego, Powstania Warszawskiego i Młodzieży Wszechpolskiej, a także zespół w strojach ludowych i łzawa opowieść o synu, który wyrzucił starą matkę z domu, by zrobić miejsce dla młodszej gospodyni. Drugi – współczesna wersja Łęckich i Krzeszowskich, arystokracja ery Big Brothera, której życie jest nieustającym pokazem mody, toczącym się na ekranie złotego telewizora. Stach, snując się po scenie, niby aspiruje do świata celebrytów, niby umizguje się do Izabelli (czyli Izy – Kinga Preis), niby epatuje arystokratów marnymi zarobkami tzw. zwykłych ludzi i niby rozdaje biednym i potrzebującym swoją w szemrany sposób zdobytą fortunę.

Z bogatego, wielobarwnego dzieła Prusa zostały strzępy przykrojone pod wyświechtaną tezę – kapitalistyczna Polska rozdarta między cepeliowsko-nacjonalistyczną tradycją i pustym, bezideowym światem celebrytów – zanurzone w plastikowej estetyce telewizyjnych programów, z manekinami zamiast postaci.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj