Recenzja spektaklu: "Wesela Figara", realiz. Mark Weiss

Zuzanna rządzi
W dekoracjach z przezroczystego pleksi

Motorem Mozartowskiego „Wesela Figara” jest pokojówka Zuzanna. Zwodzi pożądającego ją Hrabiego, ugłaskuje swego narzeczonego Figara, pociesza Hrabinę tęskniącą za miłością męża, jest powiernicą młodziutkiego pazia Cherubina, wymyśla sprytne plany. Moc zadań aktorskich, a i głos potrzebny niebagatelny. To rola jakby stworzona dla Aleksandry Kurzak, wybitnie utalentowanej nie tylko głosowo, lecz i aktorsko. Debiutowała ona tą rolą 10 lat temu na wrocławskiej scenie, a ostatni raz wykonywała ją w londyńskiej Covent Garden. Teraz powtórzyła ją we Wrocławiu, a partnerował jej (świetnie) jako Figaro, jak w Londynie, młody baryton włoski Marco Vinco. Ta konfiguracja jednak prawdopodobnie szybko się nie powtórzy.

Z pozostałych ról warto zwrócić uwagę na Cherubina (Anna Bernacka); Hrabiną była Jolanta Żmurko, prywatnie matka Kurzak, która swego czasu mogłaby zapewne zrobić taką karierę jak córka. Sama realizacja Marka Weissa jest tradycyjna, rozgrywa się w dekoracjach (autorstwa Małgorzaty Słoniowskiej) z przezroczystego pleksi, podkreślających umowność. Niestety, dyrygent Francesco Bottigliero prowadził spektakl w zbyt szybkim dla śpiewaków tempie, co nie pomagało ogólnemu efektowi. Spektakl jest pierwszą krajową koprodukcją Opery Wrocławskiej i Bałtyckiej.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj