Recenzja spektaklu: "Napój miłosny", reż. Michał Znaniecki

Napój i rewolwer
Znaniecki wyreżyserował Donizettiego po raz 2.

Michał Znaniecki wyreżyserował „Napój miłosny” Donizettiego dla Opery Wrocławskiej już po raz drugi – poprzednim razem w czerwcu 2007 r. na Pergoli w Parku Szczytnickim. Tam jednak przestrzeń dyktowała warunki i tę kameralną w gruncie rzeczy operę trzeba było uczynić monumentalną. Potrzeby standardowej sceny operowej wymagały nowego pomysłu (choć część kostiumów z poprzedniej realizacji została wykorzystana).

Reżysera jednak chyba tym razem nieco zawiodła fantazja – nieznane bliżej są przyczyny, dlaczego Nemorino na piętrze musi śpiewać do Adiny w suterenie albo dlaczego na scenie pojawia się rewolwer, który potem – jakże by inaczej – wypala w finale.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną