Recenzja spektaklu: "Napój miłosny", reż. Michał Znaniecki
Napój i rewolwer
Znaniecki wyreżyserował Donizettiego po raz 2.

Michał Znaniecki wyreżyserował „Napój miłosny” Donizettiego dla Opery Wrocławskiej już po raz drugi – poprzednim razem w czerwcu 2007 r. na Pergoli w Parku Szczytnickim. Tam jednak przestrzeń dyktowała warunki i tę kameralną w gruncie rzeczy operę trzeba było uczynić monumentalną. Potrzeby standardowej sceny operowej wymagały nowego pomysłu (choć część kostiumów z poprzedniej realizacji została wykorzystana).

Reżysera jednak chyba tym razem nieco zawiodła fantazja – nieznane bliżej są przyczyny, dlaczego Nemorino na piętrze musi śpiewać do Adiny w suterenie albo dlaczego na scenie pojawia się rewolwer, który potem – jakże by inaczej – wypala w finale. Ale za to spektakl jest satysfakcjonujący pod względem muzycznym, zwłaszcza wokalnym. Szczególnie warto zwrócić uwagę na pracującą od niedawna w Operze Wrocławskiej Aleksandrę Kubas (Adina), obdarzoną sopranem o jasnej i ciepłej barwie oraz scenicznym wdziękiem. Partneruje jej Rafał Bartmiński, jeden z lepszych dziś krajowych tenorów, a i role charakterystyczne (Dulcamara – Bogusław Szynalski, Belcore – Jacek Jaskuła) są trafnie obsadzone.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj