Recenzja spektaklu: "Wróg ludu", reż. Piotr Trzaskalski

Ciężar świętych prawd

Teatr Telewizji pokaże „Wroga ludu” Henryka Ibsena w reżyserii filmowca, laureata Paszportu „Polityki”, Piotra Trzaskalskiego. To historia lekarza uzdrowiskowego (Roman Gancarczyk), który, mając dowody, że dochodowe uzdrowisko zamiast leczyć kuracjuszy, wywołuje u nich poważne choroby (decyzją burmistrza – Krzysztof Globisz – zbudowano je na bagnach), żąda kosztownego przebudowania wodociągu, czym uderza w interesy zamożniejszych obywateli miasta. Warstwa fabularna – rozgrywana w pięknie filmowanych, stylizowanych na XIX-wieczne wnętrzach i otaczającym je parku – stanowi dla twórców spektaklu jedynie tło dla pokazania mechanizmów funkcjonowania polityki, także na szczeblu lokalnym. Trudno odmówić Ibsenowi przenikliwości, a „Wrogowi ludu” aktualności. Minus jest w zasadzie jeden, ale spory: retoryczność dramatu, której twórcy, mimo niezłego współczesnego przekładu Anny Marciniakówny, nawet nie spróbowali przekroczyć. Po ekranie, zamiast ludzi z ich emocjami i rozterkami, przechadzają się, szeleszcząc kostiumami, święte racje. 
 

Wróg ludu, reż. Piotr Trzaskalski, emisja: 16 lutego, godz. 20.20, TVP1 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj