Recenzja spektaklu: "Wolny strzelec", reż. Waldemar Zawodziński

Weber w piekle
Dobre strony spektaklu to orkiestra i ruch w scenach tanecznych

"Wolny strzelec” jest dziełem tak bardzo niemieckim i tak osadzonym w epoce początków romantyzmu, że nie poddaje się sztucznym uniwersalizacjom. Waldemar Zawodziński w łódzkim Teatrze Wielkim, po niezbyt udanym „Czarodziejskim flecie”, trochę się zrehabilitował realizacją dzieła Webera, choć i ona nie zachwyca. Większość spektaklu rozgrywa się wśród pustych ekranów, nie dziwi więc, gdy w pewnym momencie pojawiają się na nich projekcje.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną