Recenzja spektaklu: "Polowanie na łosia", reż. Michał Walczak
Polowanie na jelenia
W „Polowaniu na łosia” Michał Walczak sportretował parę trzydziestolatków tuż przed krokiem w dorosłość

W „Polowaniu na łosia” Michał Walczak sportretował parę trzydziestolatków tuż przed krokiem w dorosłość – Konrad (Bartłomiej Bobrowski) właśnie oświadczył się Elizce (Kinga Ilgner), za moment ogłoszą szczęśliwą nowinę jej rodzicom. Nerwową atmosferę oczekiwania na ich przybycie przerywa niespodziewane (dla Konrada) wejście byłego kochanka Elizki (tytułowego łosia) Jarosława Pasta (Krzysztof Wakuliński).

Stary jak świat schemat farsowy jako forma dla pokazania współczesnego lęku młodych ludzi przed życiowym schematem: małżeństwo, dzieci, rodzina? Pomysł Walczaka byłby całkiem interesujący, gdyby autor, a także podążający za nim reżyser wystawionego w Teatrze Narodowym w Warszawie spektaklu Igor Gorzkowski nie przedobrzyli. Schemat goni tu schemat, humoru jak na lekarstwo, za to tania psychologia w ilościach hurtowych.

Kiedy dzieci przerwą na moment przerzucanie się cytatami z Eliadego o rytuale i z Biblii o małżeństwie, na scenie, w charakterze lustra dla młodych, pojawią się rodzice. Emerytowany generał WSI (Henryk Talar) i była piosenkareczka (Halina Skoczyńska). On ukrywa przed nią, że przed laty zamordował w celi jej narzeczonego reżysera-opozycjonistę. Ją trzyma przy nim mieszanka konformizmu, podziwu dla jego siły i strachu przed samotnością. Historia kołem się potoczy?


Poleć stronę

Zamknij