Recenzja spektaklu: "Lucrezia Borgia", reż. Michał Znaniecki

Triumf łysej śpiewaczki
Rzym czasów Mussoliniego w Operze Narodowej

Na premierze „Lucrezii Borgii” Donizettiego w Operze Narodowej reżyser Michał Znaniecki został spektakularnie wybuczany, ale wyglądało to raczej na jakąś akcję, bo przedstawienie aż na taką reakcję nie zasługiwało.

Oczywiście, dyskusyjne może być przeniesienie akcji z renesansowej Wenecji i Ferrary do Rzymu czasów Mussoliniego, a jeszcze bardziej – obdarzenie Lucrezii łysiną (dwukrotnie zdejmuje perukę), dziwne sceny z dziećmi czy jawny homoseksualizm dwóch bohaterów – Gennara i Maffia, co o tyle jest usprawiedliwione, że rolę Maffia wykonuje kobieta (świetna Agnieszka Rehlis), a ów duet jest muzycznie zbudowany jako typowy duet miłosny.

Od strony muzycznej spektakl miał wiele walorów, z których największym była Joanna Woś w roli tytułowej – wciąż najlepsza w Polsce sopranistka belcantowa. Nie zawiedli też goście – Włoch Marco Vinco jako Don Alfonso, mąż Lucrezii, i Luciano Botelho jako Gennaro, jej syn, a także, jako jego towarzysze, kilku młodych śpiewaków debiutujących na narodowej scenie.


Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj