Recenzja spektaklu: "Szajba", reż. Jan Klata
Terroryści z Kujaw atakują
Na Polskę, rządzoną przez dożywotniego premiera Mistera Ble, napadają terroryści z Kujaw.
Na Polskę, rządzoną przez dożywotniego premiera Mistera Ble (poprzedni byli idiotami), napadają terroryści z Kujaw. Chcą zabić Ble i prezydenta Usa, a Polskę zetrzeć z mapy, tworząc Wielkie Kujawy. Sztuka Małgorzaty Sikorskiej-Miszczak „Szajba” to absurdalna witkacowsko-gombrowiczowska opowieść o wszechogarniającej świat paranoi. Paranoi, w której podczas wojny Polacy ukrywają milion dobrych Niemców, którzy przyjeżdżają do Warszawy manifestować przeciwko zamykaniu synagog, a terrorysta 99 Groszy (tyle zabrakło mu kiedyś na piwo i musiał spędzić noc trzeźwy) uzgadnia z profesorem Bralczykiem, czy bohaterski męczennik za wiarę powinien nazywać się „mękujaw” czy „kujater”. Po prapremierze dwa lata temu odczytywano „Szajbę” jako polityczną satyrę na Rzeczpospolitą (tym pewnie chętniej, że premierem był jeszcze Jarosław Kaczyński), dziś tekst nabrał wymiaru ogólniejszego. Jan Klata, reżyser „Szajby” we wrocławskim Teatrze Polskim, potrafił powstrzymać się przed nachalną aluzyjnością. Zafundował widzom 1,5 godziny – może nie najbardziej odkrywczej, ale odświeżającej – groteski, która przywraca właściwą miarę rzeczywistości. Po wyjściu z teatru prawdziwa Polska wydaje się krajem w miarę normalnym, a już na pewno mającym jeszcze rezerwy, zanim osunie się do poziomu kraju zaatakowanego przez terrorystów z Kujaw.


Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj