Recenzja spektaklu: "Całopalenie", reż. Paweł Miśkiewicz

Całopalenie na obrotówce
Punktem wyjścia jest tragedia – ośmiolatek zginął przejechany najprawdopodobniej przez ścigającą lokalnego przestępcę policjantkę.

Po świetnej, surrealistycznej i nienachalnie refleksyjnej „Alicji” według Carrolla, szef warszawskiego Teatru Dramatycznego Paweł Miśkiewicz wraca do swojej ulubionej autorki – Dei Loher. Po wystawieniu jej „Przypadku Klary” i „Niewiny” sięgnął po najświeższe „Całopalenie”.

Poprzednie realizacje przyniosły Miśkiewiczowi uznanie i nagrody, obecna – raczej nie. Punktem wyjścia jest tragedia – ośmiolatek zginął przejechany najprawdopodobniej przez ścigającą lokalnego przestępcę policjantkę.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną