Recenzja spektaklu: Pani z Birmy, reż. Anna Smolar
Niezwykła kobieta z Birmy
Nigdy za dużo opowiadania historii walk o wolność.

Gdyby poprzestać na puszczeniu z taśmy opowieści Pawła Smoleńskiego, reportera „Gazety Wyborczej”, o najsławniejszej więźniarce politycznej świata, laureatce pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, i na zobrazowaniu jej fragmentami filmów dokumentalnych i przyrodniczych z Birmy – „Pani z Birmy” wystawiona przez Annę Smolar w warszawskim Teatrze Polonia byłaby instalacją i pouczającą, i poruszającą. Pouczającą, bo w Polsce, kraju z tendencjami do przypisywania sobie całego cierpienia świata i jednocześnie bagatelizowania własnych osiągnięć (na czele z pokojowym odzyskaniem wolności i powrotem do demokracji), nigdy za dużo opowiadania historii walk o wolność w innych krajach, także na innych półkulach.

Poruszającą, bo Smoleński opisuje własne spotkania z przetrzymywaną od 20 lat przez rządzącą Birmą juntę wojskową w areszcie domowym ikoną pokojowej rewolucji, oddaje osamotnienie, w jakim żyje, ale też pokazuje, że rewersem jej patriotyzmu jest krzywda najbliższych – pozostawionych w Wielkiej Brytanii męża i synów. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pomysł wciągnięcia do projektu aktorki – padło akurat na Grażynę Barszczewską – której rola polegać będzie na powtarzaniu codziennych czynności bohaterki (medytacja, ćwiczenia, krojenie papryki na zupę) na obstawionym roślinami stole. Ma to chyba nie tyle oddawać charakter bohaterki, co obrazować paradoksy więzienia we własnym domu. Efektem jest jednak wykonywana z namaszczeniem gimnastyka – mocno irytująca i osłabiająca siłę zwykłej opowieści o niezwykłej kobiecie.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj