Recenzja wystawy: Robert Morris, "Uwagi o rzeźbie. Obiekty, instalacje, filmy"

Kształty ostre, kształty miękkie
Dla pilnych obserwatorów sztuki XX w. to wystawa obowiązkowa

Miejsce Morrisa we współczesnej sztuce można porównać z tym, jakie Grotowski zajmował w teatrze. Nie był nigdy bożyszczem tłumów, ale robił rzeczy ważne, które wypadało znać. Artysta nie kokietował widzów, nie szedł na skróty. Wymagał od odbiorcy dużego skupienia – także dlatego, że bliskie mu były te obszary sztuki, które ponad emocje przedkładają rozum.

Był wybitnym teoretykiem (i nieco mniej konsekwentnym praktykiem) minimal-artu oraz awangardy w ogóle, nieustannie krążył wokół konceptualizmu. Właściwie próbował przeróżnych form artystycznego przekazu, od performance’u, sztuki ziemi, przez film, fotografię i architekturę, a na klasycznej rzeźbie i malarstwie skończywszy. Najbardziej jednak dał się zapamiętać z dużych minimalistycznych rzeźb o ostrych geometrycznych kształtach oraz – dla odmiany – z miękkich, powycinanych nieregularnie z filcu i zawieszanych na ścianach form. Na łódzkiej wystawie obecne są oba te nurty, ale znajdziemy tu więcej różnorodnych prac z kolejnych okresów życia wiekowego już (ur. 1931 r.) artysty.

Dla pilnych obserwatorów sztuki XX w. to wystawa obowiązkowa.

Robert Morris, Uwagi o rzeźbie. Obiekty, instalacje, filmy, Muzeum ms2 w Łodzi, czynna do 24 października

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj