Recenzja wystawy: Jana Napoli, "Floodwall"
Puste szuflady
Aż 350 starannie wkomponowanych w przestrzeń niby-pokoju szuflad składa się na pokazaną we Wrocławiu instalację.

Pochodząca z Nowego Orleanu artystka zebrała je po słynnej powodzi sprzed pięciu lat, która kosztowała życie blisko 2 tys. osób, a ponad milion pozbawiła dachu nad głową. Tuż po katastrofie te szuflady artystka wyciągała z wody, błota, spod gruzów. Pamiętam, że niegdyś podobną instalację stworzył Chińczyk Ai WeiWei, wykorzystując z kolei stare, piękne drzwi z wyburzanych zabytkowych domów. W obu przypadkach chodzi o poruszenie pamięci, o upomnienie się o to, co fizycznie już odeszło, ale żyje w naszych myślach.

„Szuflady są jednocześnie pełne i puste. Nie ma w nich, jak dawniej, ubrań, bielizny, sztućców czy listów miłosnych, ale są za to pełne wspomnień, chwil i miejsc” – mówi Jana Napoli. Wędrując między nimi, można więc wyobrażać sobie, do kogo należały i co zawierały. Te niepotrzebne już, a w domu tak ważne fragmenty mebli mogą też prowokować do pytań: co ja chciałbym osobistego przechować z kataklizmu, czy i jakie rzeczy mają dla mnie najwyższą wartość, za czym najbardziej bym tęsknił?

Wystawie towarzyszy bogaty program dodatkowy, w którym nie zabraknie analogicznej akcji; artystka stworzy ad hoc na koniec sierpnia instalację z szuflad, które przeżyły wrocławską powódź.

Jana Napoli, Floodwall, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, czynna do 5.09

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj