Recenzja wystawy: Roberto Matta, „Infrarrealismo”

Surrealizm magiczny
Prace Matty to sztuka najwyższej próby: poetycka, fantazyjna, czerpiąca ze źródeł surrealistycznych, ale dalece wykraczająca poza ramy tego nurtu.
materiały prasowe

Chilijski malarz, rzeźbiarz i grafik Roberto Matta to legenda sztuki XX w. Nie tylko dlatego, że długo żył (91 lat) i pozostawił po sobie okazały dorobek. I nie dlatego, że często był tam, gdzie działy się ważne rzeczy; przed wojną współpracował z Le Courbusierem i z Walterem Gropiusem, znał dobrze Picassa, Dalego, Bretona i wielu innych. Ale głównie dlatego, że był jedną z czołowych postaci ruchu surrealistycznego i choć został z niego oficjalnie wykluczony w 1948 r., nadal rozwijał w malarstwie swój erudycyjny, niepokojący i niepowtarzalny świat wyobraźni. Jego prace, ni to abstrakcyjne, ni to figuratywne, zapełniają dziwne biomorficzne stwory, postaci-totemy, pół ludzie, pół roboty. Prymitywizm miesza się w nich z science fiction, fascynacja erotyzmem z poszukiwaniem cywilizacyjnych archetypów.

Efektowne obrazy Matty do Polski nie dotarły, ale w ekspozycji znalazły się – tylko nieco mniej widowiskowe – trzy cykle kolorowych litografii. Pierwszy, „Hom’mere Chaosmos”, to mroczna wizja walki i śmierci. „Hom’Mere l’Eautre” odwołuje się do wątków kosmologicznych i motywu homeryckiej wędrówki Odyseusza. I wreszcie „L’art obscure” podejmuje wątek budującej i niszczącej siły erotyki. Prace Matty to sztuka najwyższej próby: poetycka, fantazyjna, czerpiąca ze źródeł surrealistycznych, ale dalece wykraczająca poza ramy tego nurtu.

Roberto Matta, „Infrarrealismo”, Galeria Piekary, Poznań, wystawa czynna do 21.12 br.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj