Recenzja wystawy: "Trzy róże"

Raz na różowo
Rzadko się zdarza, żeby za swój znak identyfikacyjny twórca obierał konkretny kolor. Jeszcze rzadziej się zdarza, by był to róż.
Maurycy Gomulicki, „King Spring”
Rafał Nowak/materiały prasowe

Maurycy Gomulicki, „King Spring”

A za prawdziwy ewenement można uznać, że w Polsce aż troje artystów zdecydowało się na taki wybór. I aż dziw bierze, że nikt dotychczas nie pomyślał o skonfrontowaniu ich dorobku na jednej wystawie. Aż do dziś. Pierwsza artystka to nieżyjąca już Maria Pinińska-Bereś – jedna z prekursorek sztuki feministycznej w Polsce, autorka performance’ów, oryginalnych obiektów i instalacji, nierzadko o zabarwieniu społecznym i politycznym.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną