Recenzja wystawy: "Trzy róże"

Raz na różowo
Rzadko się zdarza, żeby za swój znak identyfikacyjny twórca obierał konkretny kolor. Jeszcze rzadziej się zdarza, by był to róż.
Maurycy Gomulicki, „King Spring”
Rafał Nowak/materiały prasowe

Maurycy Gomulicki, „King Spring”

A za prawdziwy ewenement można uznać, że w Polsce aż troje artystów zdecydowało się na taki wybór. I aż dziw bierze, że nikt dotychczas nie pomyślał o skonfrontowaniu ich dorobku na jednej wystawie. Aż do dziś. Pierwsza artystka to nieżyjąca już Maria Pinińska-Bereś – jedna z prekursorek sztuki feministycznej w Polsce, autorka performance’ów, oryginalnych obiektów i instalacji, nierzadko o zabarwieniu społecznym i politycznym. Basia Bańda to malarka tworząca „różowe”, przesiąknięte erotyką, obrazy. I wreszcie Maurycy Gomulicki – fotograf, kolekcjoner, autor instalacji, tropiący od lat wszelkie kulturowe konteksty używania koloru różowego.

Sztuka tej trójki to mieszanka wszystkiego, co w ogóle w sztuce spotkać można: bardzo osobistych emocji i chłodnych socjologicznych obserwacji, subtelnej aluzyjności i dosłowności, fantazji oraz marzeń i konkretnych kulturowych kontekstów. Jest erotyka, są i uczucia, jest zmysłowość i fizyczność, tabu i obszary oczywistości, niewinność i rozwiązłość. Dziwaczna, ale i rozkoszna mieszanka, połączona tylko jednym: kolorem różowym. Formalny pomysł, za którym – na szczęście – kryje się wiele interesujących treści.

Trzy róże, Galeria Labirynt, Lublin, wystawa czynna do 31 grudnia

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj