Recenzja wystawy: "Malarstwo niemieckie od klasycyzmu do symbolizmu"

Z germańskim wdziękiem
Największą zaletą wystawy są jej walory dekoracyjne; kto źle znosi współczesną sztukę, tu, wśród tradycyjnego malarstwa i porządnego warsztatu, powinien poczuć się jak ryba w wodzie.
Wilhelm Truebner, „Czytająca dziewczyna”, 1871 r.
Muzeum Narodowe, Wrocław/materiały prasowe

Wilhelm Truebner, „Czytająca dziewczyna”, 1871 r.

Tytuł wcale nie jest ironiczny. O ile bowiem trudno uznać naszych zachodnich sąsiadów za urodzonych rewolucjonistów sztuki, o tyle trudno nie przyznać, że w zachowawczym malarstwie dekoracyjnym osiągnęli poziom najwyższy, czego najlepszym dowodem są XIX-wieczne osiągnięcia tzw. szkoły monachijskiej. Wszak Niemcy zawsze stały silnym mieszczaństwem i jego gustom schlebiać należało. Nic więc dziwnego, że we wrocławskich zbiorach zachował się solidny zbiór malarstwa, skwapliwie gromadzonego przez lokalnych kuratorów już od lat 20.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną