Recenzja wystawy: "No logo. Szesnaście wybitnych obrazów"
Zgaduj-zgadula
Cała zabawa polega na tym, że zwiedzający nie wiedzą, kim są autorzy prac. Aby było ciekawiej, przemieszano prace twórców znanych z dziełami autorów dopiero startujących w zawodzie.
Jeden z szesnastu „wybitnych obrazów”
materiały prasowe

Jeden z szesnastu „wybitnych obrazów”

Bardzo mi się podoba idea tej wystawy, choć na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby galeria sama sobie strzeliła w stopę. Otóż postanowiono pokazać publiczności 16 – jak to określono w materiałach prasowych – „wybitnych obrazów”. Cała zabawa polega jednak na tym, że zwiedzający nie wiedzą, kim są ich autorzy. Aby było jeszcze ciekawiej, przemieszano prace twórców znanych z dziełami autorów dopiero startujących w zawodzie.

Galeria podważyła w ten sposób jedną z fundamentalnych zasad rządzących rynkiem współczesnej sztuki i podstawę bytu podobnych do niej placówek: lansowania nie tyle sztuki, ile konkretnych artystów. To jakby powrót do odległych korzeni, gdy o powodzeniu dzieła decydowały jego walory artystyczne, a nie sygnatura. Dla widzów to nieoczekiwana zabawa: jak znajdą się wśród dzieł pozbawionych metek? Dla krytyków wyzwanie: czy umieją na podstawie tylko tego, co widzą, rozpoznać konkretnych autorów? Ot, taka zgaduj-zgadula.

Zabawa zabawą, ale wystawa stawia równocześnie pewne pytania: w jakim stopniu liczy się sama sztuka, a w jakim jej marketing i promocja? Czy potrafimy jeszcze kierować się wyłącznie osobistym poczuciem estetyki? Czy rzeczywiście artystyczny dystans dzielący tych najbardziej znanych od tych zupełnie nieznanych jest aż tak duży, czy może to kwestia konwencji? Czy koncepcja „no logo” ma w sztuce, podobnie jak w modzie, jakiekolwiek szanse?

No logo. Szesnaście wybitnych obrazów, Galeria Zderzak w Krakowie, wystawa czynna do 31 sierpnia

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj