Recenzja wystawy: "Telemach"
Krew, młyn i krzyż
Gdybym miał wskazać kilku najbardziej niedocenianych w kraju rodzimych artystów, zapewne znalazłby się w tej grupie Lech Majewski.
Oniryczna i symboliczna „Krew poety”.
CSW Znaki Czasu Toruń/materiały prasowe

Oniryczna i symboliczna „Krew poety”.

Z zawodowym CV, o którym większość może tylko marzyć, zapraszany na prestiżowe festiwale i do słynnych muzeów na całym świecie. U nas – ciągle z etykietą niszowego. Artysta nieustannie oscylujący na granicy dwóch światów: filmu i sztuk wizualnych. Niewątpliwie trudny, erudycyjny, wiele wymagający od odbiorcy, ale ceniony właśnie za wizjonerskość, wyobraźnię, unikanie wszelkiej powierzchowności. I na szczęście coraz częściej zapraszany przez krajowe instytucje kultury – głównie zresztą galerie. Największą atrakcją toruńskiej ekspozycji będzie jedna z najważniejszych i najgłośniejszych prac Majewskiego – „Krew poety”. Powstała siedem lat temu w związku z retrospektywną wystawą twórcy w nowojorskim MoMA. To oniryczna, przepełniona symboliką i emocjami, wielowątkowa i wchodząca w złożony dyskurs z dorobkiem sztuki projekcja filmowa, rozpisana na wiele równoległych projekcji.

Drugim ważnym elementem ekspozycji będą projekcje „Studiów z Bruegla”. To z kolei seria impresji filmowych stworzonych na bazie filmu „Młyn i krzyż”, poświęconego badaniom nad jednym z arcydzieł dawnego mistrza. Sztuka niezwykła i oczekująca od widza szczególnego stanu skupienia. Ale warto podjąć to wyzwanie.

 

Lech Majewski, Telemach, Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu, Toruń, wystawa czynna do 17 marca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj