Recenzja wystawy: "Telemach"

Krew, młyn i krzyż
Gdybym miał wskazać kilku najbardziej niedocenianych w kraju rodzimych artystów, zapewne znalazłby się w tej grupie Lech Majewski.
Oniryczna i symboliczna „Krew poety”.
CSW Znaki Czasu Toruń/materiały prasowe

Oniryczna i symboliczna „Krew poety”.

Z zawodowym CV, o którym większość może tylko marzyć, zapraszany na prestiżowe festiwale i do słynnych muzeów na całym świecie. U nas – ciągle z etykietą niszowego. Artysta nieustannie oscylujący na granicy dwóch światów: filmu i sztuk wizualnych. Niewątpliwie trudny, erudycyjny, wiele wymagający od odbiorcy, ale ceniony właśnie za wizjonerskość, wyobraźnię, unikanie wszelkiej powierzchowności. I na szczęście coraz częściej zapraszany przez krajowe instytucje kultury – głównie zresztą galerie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną