Recenzja wystawy: "Obłęd"
Kraszewski malarstwa
Wystawa nie jest jakimś artystycznym rarytasem, bo Dwurnika wystawia się w Polsce dość regularnie. Kogo jednak dotychczas ominęły te prezentacje, ten czasu poświęconego wystawie z pewnością nie uzna za stracony.
„Przed...”, cykl „Chwila”, 1971 r.
Edward Dwurnik/Muzeum Narodowe w Krakowie/materiały prasowe

„Przed...”, cykl „Chwila”, 1971 r.

Na wystawie zgromadzono ponad sto prac. Znam wybitnych malarzy, którzy więcej obrazów nie namalowali przez całe życie. Tymczasem dla Dwurnika to ledwie skromniutka próbka jego dorobku, liczonego w tysiące, a może już dziesiątki tysięcy dzieł. I stąd to tytułowe skojarzenie. W swym fachu imał się wszystkiego: rysunków, grafik, kolaży, malarstwa figuratywnego i abstrakcyjnego. O niesłabnącej popularności jego sztuki przesądziły chyba dwie okoliczności. Po pierwsze, nieco prymitywizujący i bardzo narracyjny sposób malowania, sprawiający, że obrazy te można czytać jak opowiadania. Po drugie zaś, niezwykłe wyczulenie na przeróżne – choć z reguły ciemne – aspekty naszej narodowej duszy, obyczajów, rytuałów, słowem, na ów tytułowy obłęd fenomenu pod tytułem: polska cywilizacja. A cóż bardziej pociąga od dosadnego wizerunku nas i naszych sąsiadów?

Jak na klasyczną retrospektywę przystało, prace Dwurnika ułożono w porządku chronologicznym, co pozwala prześledzić ewolucję (niezbyt radykalną) jego malarstwa. Są więc w ekspozycji prace ze wszystkich najsłynniejszych cykli malarskich, Dwurnik zawsze bowiem malował seriami: Sportowcy, Robotnicy, Warszawa, Podróże autostopem itd. Wystawa nie jest jakimś artystycznym rarytasem, bo Dwurnika wystawia się w Polsce dość regularnie. Kogo jednak dotychczas ominęły te prezentacje, ten czasu poświęconego wystawie z pewnością nie uzna za stracony.

 

Edward Dwurnik, Obłęd, Muzeum Narodowe w Krakowie, wystawa czynna do 9 czerwca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj