Recenzja wystawy: "Alfons Karpiński. Mistrz martwej natury"

Nie tylko bukiety
Śmiało można zaryzykować opinię, że nie było w historii malarstwa polskiego artysty, który z równą biegłością malowałby kwiaty w wazonach.
Alfons Karpiński, „Fragment eleganckiego pokoju z martwą naturą”, obraz niedatowany.
Muzeum Miasta Łodzi/materiały prasowe

Alfons Karpiński, „Fragment eleganckiego pokoju z martwą naturą”, obraz niedatowany.

Róże i cynie, astry i azalie, nagietki i rododendrony oraz wiele, wiele innych. Owa doskonałość – paradoksalnie – niezbyt przysłużyła się twórcy. Jako że żył długo i był człowiekiem pracowitym, pozostawił po sobie ogromną liczbę rozlicznych wersji bukietów, bez których dziś trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek aukcję dawnej sztuki. Można więc powiedzieć, że jego piękne kwiaty spowszedniały, a nawet stały się symbolem postawy lekko chałturniczej. Wszelako był Karpiński naprawdę dobrym malarzem i łódzka wystawa ma szansę przywrócić twórcy nieco artystycznego honoru.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną