Recenzja wystawy: "Nicolas Grospierre, Owalne gabinety"
Prezydencka multiplikacja
Gabinet Owalny: Simi Valley w Kalifornii.
materiały prasowe

Gabinet Owalny: Simi Valley w Kalifornii.

A ileż tych gabinetów jest, że artysta zastosował liczbę mnogą? – słusznie można zapytać. No, bo znamy tylko jeden, w Białym Domu, siedzibie prezydenta USA… Tymczasem twórca podczas podróży po Ameryce znalazł kolejnych 27! Te repliki znajdują się w najróżniejszych miejscach: bibliotekach prezydenckich, prywatnych muzeach, fundacjach. Grospierre je wszystkie odwiedził, dokładnie obejrzał, sfotografował w typowym dla niego eleganckim, beznamiętnym stylu i na dużych fotogramach pokazał na wystawie. Ich porównywanie to już wciągające zajęcie, dokumentują bowiem stan za czasów rządów różnych prezydentów, którzy lubili się otaczać różnymi bibelotami. Na szczęście Grospierre nie zatrzymał się na tym powierzchownym wizerunku, ale postanowił temat drążyć.

Mamy więc sekcję poświęconą obecności Gabinetu Owalnego w amerykańskiej produkcji filmowej czy też przenikliwe analizy poświęcone samej formie owalu i jej roli w historii różnych cywilizacji. Wątków do tropienia na wystawie jest bez liku: symbolika władzy i jej popkulturowe konteksty, rola obrazu w budowaniu tożsamości (nawet tej narodowej), idealizowanie itd. Każdy tu może znaleźć coś dla siebie, od dziecięcej zabawy „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się obrazki” po konceptualne tropy. Zaś sam projekt jest kolejnym wyraźnym krokiem do przodu w bardzo ciekawie rozwijającej się karierze laureata Paszportu POLITYKI, który nie tylko dokumentuje, ale i doskonale analizuje otaczającą nas rzeczywistość.

 

Nicolas Grospierre, Owalne gabinety, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, wystawa czynna do 14 lipca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj