Recenzja wystawy: Roman Cieślewicz. Legenda polskiego plakatu

Dziady zamiast dziadostwa
Podczas gdy na ulicach polskich miast królują i coraz lepiej się mają prymitywne reklamy i billboardy, sopocka galeria, niezrażona, a może nawet sprowokowana, przypomina największych mistrzów tzw. polskiej szkoły plakatu.
ADAGP, Paris 2013/Muzeum Narodowe w Poznaniu/materiały prasowe

Po wystawach Henryka Tomaszewskiego, Jana Młodożeńca i Waldemara Świerzego przyszedł czas na Romana Cieślewicza. Bohatera o tyle nietypowego, że połowę – i to tę drugą – swego 66-letniego życia spędził we Francji. Jednak artystycznie był „nasz” i tak już pozostanie. Zostawił po sobie ogromny dorobek: plakaty, ilustracje, okładki książek, grafiki. Na wystawie znajdzie się 130 spośród nich – wystarczająca reprezentacja, by twórcę pokazać w pełnej krasie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną