Recenzja wystawy: „TypoPolo”
Liternictwo potoczne
Trochę szkoda straconej szansy, bo sam temat był strzałem w dziesiątkę.
Typo polo - 15–20 lat temu królowała na szyldach, ulicznych reklamach i tablicach ogłoszeniowych.
Hakobo/materiały prasowe

Typo polo - 15–20 lat temu królowała na szyldach, ulicznych reklamach i tablicach ogłoszeniowych.

Opisano już disco polo i arte polo, czemu więc nie poszukać wokół nas także typo polo, czyli ludycznej odmiany typografii. Dziś jej już niewiele; ostała się gdzieniegdzie w małych miasteczkach i wsiach, ale 15–20 lat temu królowała na szyldach, ulicznych reklamach i tablicach ogłoszeniowych. Zdaniem kuratorów wystawy była przejawem „kiczu, amatorszczyzny i wulgarności, a równocześnie zawierała w sobie autentyczność, prostolinijność i bezpośredniość”. Wystawa gromadzi jej rozliczne fenomeny, głównie utrwalone na zdjęciach. Jest też reprezentacja tego, co było wcześniej (PRL) i co dzisiaj (nostalgiczne pastisze typo polo). Sięgając po wytwory amatorskie, powinno się jednak porządkować ten obszar, a przy okazji edukować odbiorcę. Tego niestety zabrakło, widzowi pozostaje oglądanie z zadumą (o przemijalności) lub z rozbawieniem, ale niekoniecznie ze zrozumieniem. Trochę szkoda straconej szansy, bo sam temat był strzałem w dziesiątkę.

 

TypoPolo, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, czynna do 15 czerwca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj