Recenzja wystawy „Ogrody”
Dotykać nie dotykać
Szkoda, że bardzo pociągający temat zmysłowego odbierania sztuki został zaledwie muśnięty, ale i dobrze zarazem – bo może zachęcić innych do następnych twórczych prób.
Anna Panek, Rozpuszczani, 2015 r.
Bartosz Górka/CSW Zamek Ujazdowski/materiały prasowe

Anna Panek, Rozpuszczani, 2015 r.

Po efektownym pawilonie wystawionym w zeszłym roku w Ogrodzie Saskim, nawiązującym do Alicji z Krainy Czarów, Zachęta kontynuuje eksperymenty ze sztuką interaktywną. Jak tłumaczy kuratorka Magdalena Godlewska-Siwerska, najnowsza wystawa jest próbą zachęcenia zwiedzających do porzucenia tradycyjnych sposobów obcowania z dziełem sztuki, czyli do tego, by zamiast na wzrok, postawili na inne zmysły. W każdej z trzech sal słychać więc jakieś dźwięki – są to albo egzotycznie brzmiące ptaki, albo basowe dudnienia – a większość eksponatów jest opatrzona tabliczką „można dotykać”, na przekór tradycyjnemu zakazowi. Jednak pomimo tych zachęt wystawa wydaje się zachowawcza.

Ogrody, Zachęta, wystawa czynna do 4 października

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną