Recenzja wystawy: „O potrzebie tworzenia widzeń”
Slow Art
Kto, jadąc latem na trasie Warszawa–Kraków, nie wstąpi do Orońska, wiele straci.
Chi Tsung Wu, Crystal City 007, 2015 r.
Weronika Elertowska/materiały prasowe

Chi Tsung Wu, Crystal City 007, 2015 r.

Za lekko wydumanym tytułem „O potrzebie tworzenia złudzeń” (cytat z eseju Stefana Themersona) kryje się świetna wystawa. Jeżeli ktoś widział już otwartą niedawno ekspozycję „Poza zasadą przyjemności” w stołecznej Zachęcie, to ta w Orońsku znajduje się dokładnie na jej antypodach. W Warszawie sztuka wrzeszczy i brutalnie wali widza między oczy, podczas gdy w podradomskiej wsi – łagodnie gładzi po głowie i uspokajająco szepce mu do ucha. Jest to wystawa, która nie tylko zachęca, ale wręcz zmusza odbiorcę do kontemplacji, ba, może nawet medytacji. Odpręża, wycisza, uspokaja. Hipnotyzują mobilne rzeźby Eliasa Crespina, obrazy Wojciecha Fangora czy kinetyczne prace Jesusa Rafaela Soto i opartowskie Ludwiga Wildinga. Skołatane nerwy lepiej niż psychoterapeuta ukoi nagrana na wyspie Goa instalacja wideo Koreanki Kimsooja.

O potrzebie tworzenia widzeń, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, do 17 września

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną