Recenzja wystawy: „Malczewscy. Figura syna”

Freud się kłania
Czy dla artysty ojciec twórca jest darem czy przekleństwem, dobrodziejstwem czy kulą u nogi?
Jacek Malczewski, „Autoportret z Gorgonami”, 1919 r.
Muzeum Narodowe w Szczecinie/materiały prasowe

Jacek Malczewski, „Autoportret z Gorgonami”, 1919 r.

Historia dostarcza wielu przykładów artystycznych rodów, w których synowie musieli się mierzyć z osiągnięciami ojców. Także w Polsce. Niekiedy potomkowie oddawali pola i pokornie ulegali rodzinnej tradycji (Wojciech i Jerzy Kossakowie), niekiedy buntowali się jawnie i demonstracyjnie (Witkacy). W Szczecinie postanowiono bliżej przyjrzeć się przypadkowi Malczewskich. Jacek, twórca sławny i wybitny, także tworzył pod intelektualną presją ojca filozofa, a jego bunt polegał jedynie na odrzuceniu konwencji artystycznego posłannictwa spod znaku Matejki. Syn Rafał, mniej znany, przeszedł dłuższą drogę. Choć silnie związany z ojcem, potrafił odrzucić jego estetykę niemal całkowicie. Jacek malował przede wszystkim ludzi, Rafał – miejsca (pejzaże). Jacek trzymał się XIX-wiecznych konwencji, Rafał śmiało wkroczył w świat modernistycznej estetyki.

Malczewscy. Figura syna, Muzeum Narodowe w Szczecinie, wystawa czynna do 23 lipca

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną