Recenzja wystawy: „Maria Anto”

Senne muśnięcie
Tradycyjne malarstwo, w dodatku nawet z wyraźnym posmakiem staroświeckości.
Maria Anto, Kot, 1974 r.
Marek Krzyżanek/Joanna Grabiańska/materiały prasowe

Maria Anto, Kot, 1974 r.

Tradycyjne malarstwo, w dodatku nawet z wyraźnym posmakiem staroświeckości. Oscylujące gdzieś – gdyby chcieć je porównywać – między Chagallem a Nikiforem, między realizmem magicznym a sztuką naiwną, przypominającą niekiedy ludowe obrazy na szkle. Ale zazwyczaj też pełne metafor, poetyckich wizji, a nawet surrealistycznych skojarzeń. Świat Marii Anto niekiedy jest na wskroś baśniowy, jak z przyjemnej sennej wizji, zapełniony nierealnymi postaciami, roślinami i zwierzętami (syreny, jednorożce), z zaburzoną perspektywą i proporcjami, zaskakującymi skojarzeniami przedmiotów i sytuacji, jak w obrazach „Woda” czy „List w grudniu”. 

Maria Anto, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa, wystawa czynna do 4 lutego 2018 r.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną