Recenzja wystawy: Zbylut Grzywacz, "Wystawa monograficzna"

Powrót wprostowca
Zbylut Grzywacz (1939–2004), Muzeum Narodowe w Krakowie, wystawa czynna do 7 czerwca br.

Wzorcowo przygotowana wystawa monograficzna. Bardzo obszerny i ciekawy wybór prac (wiele pokazywanych po raz pierwszy), wyśmienity katalog, staranne opracowanie i aranżacja całości. Ale nie ma się czemu dziwić. Był bowiem Grzywacz postacią w Krakowie bardzo ważną.

Jako artysta, pedagog (profesor Akademii Sztuk Pięknych), ale też jako nietuzinkowy działacz ruchu niezależnej kultury, a nawet jeden z najwybitniejszych w kraju kolekcjonerów minerałów (ogromną ich kolekcję zapisał w spadku PAN). Ale wróćmy do sztuki. Miał Grzywacz w dorobku ponad 40 indywidualnych wystaw malarskich, ale nigdy nie doczekał się prawdziwie obszernej monograficznej ekspozycji. Obecna wystawa jest więc formą długu spłacanego jednemu z najciekawszych artystów Krakowa ostatniego półwiecza, współtwórcy legendarnej formacji artystycznej Grupa Wprost. A jest co pokazywać.

Wybrano 440 prac (głównie malarstwo, ale też rzeźba, rysunek, fotografia) z 45-letniego dorobku artysty. Prace utrzymane w konwencji surrealizmu, Nowej Figuracji i realizmu, nawiązujące do dorobku Bacona, prezentujące nurt romantyczno-patetyczny. Albowiem sztuka Grzywacza ewoluowała, artysta nieustannie poszukiwał odmienionych środków wyrazu, swoje prace łącząc w cykle. Niezależnie jednak od tego, czy malował kobiece akty (a malował ich wiele), obrazy społecznie zaangażowane czy pejzaże, zawsze pozostawał malarzem, który porusza widza. Może dlatego, że wierny był zasadzie, iż „rzeczą sztuki jest stawać wobec życia, zdawać z niego rachunek”.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj