Recenzja wystawy: Wojciech Fangor, "Wojciech Fangor"
Fangor zadziwia
87-letni artysta zadziwił wszystkich

Siódmy rok obecności w artystycznym świecie łódzki Atlas Sztuki uczcił wystawą, którą śmiało można by uhonorować także znacznie bardziej okrągłe rocznice. Oglądać możemy bowiem prace absolutnego klasyka polskiej nowoczesności – Wojciecha Fangora. Wystawa składa się z dwóch części. Pierwsza to 12 dużych prac powstałych w latach 1969–1975, a więc w okresie uważanym przez wielu krytyków za szczytowy w twórczości artysty.

Dużej klasy ciekawostką tej odsłony jest sześć prac, które twórca wystawiał niegdyś w słynnym muzeum Guggenheima (jako jedyny Polak w historii nowojorskiej placówki), a nigdy dotychczas niepokazywanych w kraju. Ale prawdziwym zaskoczeniem jest dopiero odsłona druga. 87-letni artysta zadziwił wszystkich tworząc (jeśli się nie mylę, to pierwszą tego typu w swej karierze) instalację, w której główną rolę odgrywa atrapa radzieckiego czołgu i jego załogi „wyzwalającej” Polskę w 1945 r.

To zaskakujące rozliczenie się artysty z niezwykle ważnym – jak twierdzi – okresem jego życia, który nastąpił po zakończeniu II wojny światowej. Wystawa bardzo ciekawa, która z pewnością nieźle zamiesza w głowach zarówno miłośnikom jego talentu, jak i jego poukładanym biografom, którzy sądzili, że o Fangorze wiedzą już wszystko, i na pewno nie spodziewali się w jego sztuce jeszcze jednej tak zadziwiającej wolty.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj