Kobiety kibicki prą na stadiony. Po co?
Spódnice na trybunach
Coraz więcej pań na trybunach i przed telewizorami kibicuje wraz z panami. Ba! kobiety kibicują także solo lub wyłącznie w damskim gronie.
Axel Bührmann/Flickr CC by SA

W Ameryce funkcja zwykłej fanki sportu została przecież rozwinięta w poważną profesję cheerleaderki.
Ed Yourdon/Flickr CC by SA

W Ameryce funkcja zwykłej fanki sportu została przecież rozwinięta w poważną profesję cheerleaderki.

Latem 1989 roku młodziutka Pamela Anderson wybrała się wraz z przyjaciółmi na mecz drużyny amerykańskiego futbolu BC Lions z Vancouver. W trakcie rozgrywki stadionowa kamera wyłowiła ją z tłumu kibiców i pokazała na telebimie. Aplauz publiczności był tak wielki, że Anderson wywołano później na boisko i zgotowano owację. Wkrótce została oficjalną dziewczyną z reklam lokalnego piwa, zaczynając w ten sposób wielką, medialną karierę.

Jej przypadek obrazuje paradoks położenia kibicujących kobiet. Niby posiadają one znaczący udział w sportowych emocjach, ale rzadko ich funkcja wykracza poza rolę swoistej maskotki dla rozbudzonego testosteronu. I to pomimo, iż kibicki stanowią grupę coraz bardziej wyemancypowaną.

Tęsknota za kobietą

Wykluczenie kobiet z grona aktywnych pasjonatów sportu to zachowanie tak powszechne, jak mocny jest stereotyp patrzenia na ową dziedzinę pod kątem realizacji męskiej próżności, ale czy tylko niej? Niemiecki filozof Peter Sloterdijk interpretuje futbol jako zastępcze działanie dla myśliwych, którzy od dawna są zbędni. Co w tym czasie mają robić kobiety? Kibicować im? Ależ skąd! One przecież wolą oddawać się przyjemnościom konsumpcyjnym (w końcu im przypisana jest rola zbieraczek), a współczesny kapitalizm ich sportem uczynił gonitwę za ciuchami i kosmetykami.

Podobne myślenie rozdzielające męski kult rywalizacji i żeńskie gromadzenie dóbr, jeszcze u zarania nowoczesnego sportu zdawało się wykładnią obowiązującą. Panie, jeśli już bywały kibicami, to niższej kategorii. Stąd brała źródło oczywista cezura na linii dyscyplin sportowych, polegająca m.in. na blokadzie ich żeńskich odmian. Całkowita marginalizacja kobiecości na boiskach, zaowocowała jednak zjawiskiem o zgoła psychoanalitycznym wydźwięku. To co wykluczone, wróciło pod postacią skrytej tęsknoty za kobietą. Nie tyle na boisku, ale przede wszystkim na trybunach. Media i fora kibiców roją się od zdjęć i filmików ładnych i raczej nieszczególnie szczelnie ubranych dziewcząt uchwyconych w trakcie meczów. Taka zdobycz wśród publiczności jest na wagę złota i czasu antenowego i może liczyć na masowe, choć pięciominutowe zainteresowanie ze strony mężczyzn i mediów.

Amerykańska popkultura doskonale pojęła moc kobiecości na boisku jeszcze w połowie ubiegłego wieku. Funkcja zwykłej fanki sportu została tam przecież rozwinięta w poważną (choć siłą rzeczy mocno erotyczną, ba pełniącą nagminnie funkcję fetyszu), profesję cheerleaderki. Gdzie liczy się powab młodego, gibkiego ciała, doskonale odpowiadający pragnieniom tego, co tygrysy lubią najbardziej. Kobiety zdają sobie sprawę, że także one mogą czerpać korzyści ze swojego dopingu. Kilka lat temu skandalizująca piosenkarka Doda, gdy była jeszcze partnerką życiową bramkarza Radka Majdana. Ów bronił wówczas bramki Wisły Kraków, której w 2004 r. przyszło zmierzyć się z wielkim Realem. Piosenkarka pojawiła się wówczas na stadionie mocno roznegliżowana, co miało wedle jej zapowiedzi rozpraszać uwagę piłkarzy z Madrytu. Oficjalnie deklarowanego celu na pewno nie osiągnęła, za to uwagę mediów, w tym nawet hiszpańskich, przyciągnęła. 

Sport dla blondynki

Wojujące z instrumentalizacją kobiecości, feministki nie mają wątpliwości, iż natura sportu jest oparta na silnej potrzebie dominacji i przemocy ze strony mężczyzn. Taką refleksję przekazuje kultowa praca byłej koszykarki Mariah Burton Nelson pt. „The Stronger Women Get the More Men Love Football" („Im mocniejsze kobiety, tym bardziej faceci kochają futbol”; chodzi oczywiście o futbol amerykański, ale opisana problematyka dotyczy także innych dyscyplin). Prócz np. rozdziału o gwałtach, jakich dopuszczają się sportowcy w college'ach, autorka dużo miejsca poświęca sytuacji dziennikarek sportowych. Te prowadzące wywiady w szatniach drużyn, muszą liczyć się z próbami molestowania. Książka Nelson pokazuje zresztą, iż kobiece sportowe dziennikarstwo jeszcze do niedawna opierało się przeważnie na pisaniu felietonów z pozycji „głupiutkiej blondynki".

Właśnie ta przysłowiowa blondynka, dziewczyna, która chce, ale nie potrafi zrozumieć o co w sporcie chodzi, powoli zaczyna przejmować inicjatywę. Kim Masia, twórczyni jednej z wielu internetowych witryn dla kobiet-kibicek, tak tłumaczy genezę swojej aktywności: Pewnego dnia siedziałam z moim chłopakiem oglądając mecz baseballu. Pamiętam, że zadałam mu pytanie i po tym jak, zupełnie nieświadomie, rzucił nadal nierozszyfrowaną odpowiedź, pomyślałam: „Wiesz, chciałabym, żeby istniała witryna, która przetłumaczyłaby to, co właśnie powiedziałeś".

Ja też!

Bariera komunikacyjna między mężczyznami a kobietami, w kwestii sportu jest problemem, ale nie aż tak olbrzymim, aby działać na kibicki zniechęcająco. Badania oglądalności imprez sportowych potwierdzają systematyczny przyrost kobiecej widowni. I nie dotyczy on tylko wspomnianej obecności na trybunach. Jak pokazują dane, zebrane przez firmę Nielsen Online, podczas ostatnich igrzysk w Pekinie, kobiety stanowiły aż 39 proc. użytkowników witryn internetowych o sporcie, w dodatku - przeglądanych w czasie pracy. Trend potwierdzają wyniki badań Initiative Sports Futures, przeprowadzonych przy okazji poprzedniego mundialu. Według nich kobiety stanowiły aż 41 proc. widzów transmisji telewizyjnych meczów!

Przedstawiciel Initiative Sports Futures, komentując te liczby dla „Media Life Magazine”, pozwolił sobie na dość odważną refleksję. Jeśli mężczyźni emocjonują się samym przebiegiem danej rywalizacji, to kobiety szukają na boiskach i stadionach imponujących im męskich osobowości. Czyżby adoracja na miarę fanek antycznych gladiatorów? Za tym przemawiałaby choćby sfera celebrycka, zamieniająca wybranych sportowców w medialne gwiazdy.

Takie tłumaczenie zapewne jest na rękę samym mężczyznom, którzy chcą myśleć, iż emancypacja kibicek to prędzej żeńska fanaberia, niż przejaw autentycznego zainteresowania sportem.

Ale nie mają racji, wystarczy zajrzeć do lokali gdzie oglądane są mecze obecnych MŚ w piłce nożnej. Albo spojrzeć w internecie. Na przykład na  forum emama na portalu gazeta.pl pojawił się wątek pt. „Kobieta - kibic: czemu ludzi tak to dziwi?”. Internautka o pseudonimie Amoreska napisała tamże: „A’ propos mundialu... Lubię oglądać mecze piłki nożnej w TV. Mój mąż nie. Zauważyłam, że taką sytuację postrzega się jako „odwrócenie ról" - nie ma nawet takiego wyrazu, który określałby kobietę - kibica (kibicka ?) Niesłusznie, moim zdaniem. Bo czyż tylko mężczyzna ma prawo zasiąść z właściwym sobie napojem przed telewizorem krzycząc „GOOOOOL"?.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj