W poszukiwaniu lustra
Rozmowa z Jeanem-Claude’em Carrièrem, francuskim pisarzem, scenarzystą filmowym i podróżnikiem, o jego spotkaniach z drugim człowiekiem
Jest niewierzący, ale religia go fascynuje.
Aurelie Lamachere/BALTEL/SIPA/EAST NEWS

Jest niewierzący, ale religia go fascynuje.

Janusz Wróblewski: – Nazywa pan siebie człowiekiem heterokulturalnym. Co to znaczy?
Jean-Claude Carrière: – A co to jest heteroseksualność? Pożądanie odmiennej płci, przyciąganie innego. Przeciwieństwo homoseksualizmu. Mnie fascynują różnice, poznawanie obcych kultur, przysłuchiwanie się rozmaitym językom. Napisałem kiedyś sztukę o hiszpańskim zakonniku, dominikaninie Bartolome de las Casas, pochodzącym z Sewilli, który na początku XVI w., 10 lat po pierwszej podróży Kolumba, wsiada na statek i płynie do Ameryki. Tam, obserwując prześladowania, gwałty, zbrodnie kolonistów, przeżywa wstrząs i staje w obronie Indian. Nazywa ich swoimi braćmi. Domaga się zniesienia niewolnictwa. Twierdzi, że każde użycie siły jest z natury złe, że poganie mają prawo do chrześcijańskiego miłosierdzia i że nie istnieje wojna sprawiedliwa. Casas powiedział piękne zdanie, pod którym się podpisuję: „Oni trzymają lustro, bardzo oddalone ode mnie, ale od czasu do czasu dostrzegam w nim siebie”. Tego odbicia poszukuję.

Z nieznajomą muzułmanką

W lustrze której kultury zobaczył pan siebie najwyraźniej?
Słabo niestety znam Afrykę. Jeśli idzie o kultury, które poznałem lepiej – meksykańską i hinduską – obie są mi dość bliskie. Niezwykła wydaje się też perska. Moja żona jest Iranką.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną