Jak się organizuje igrzyska
Igrzyska olimpijskie trudniej wywalczyć, niż zorganizować. Co pokazuje przypadek Londynu. Ale to jeszcze nie znaczy, że Polska w ogóle może marzyć o takiej imprezie.
Riverside Arena w londyńskiej dzielnicy Stratford.
Robert Piper/ActionPlus/Forum

Riverside Arena w londyńskiej dzielnicy Stratford.

Londyński przepis na igrzyska olimpijskie nie odbiega zanadto od standardowego: bierze się górę pieniędzy (na pierwszy ogień zarezerwowano 2,7 mld funtów), planuje, buduje, modernizuje, fasonuje, mobilizuje armię ludzi, maluje trawę na zielono. Forsuje się poprawkę budżetu – w przypadku Londynu stanęło na jednej, ale konkretnej: na wydatki zaplanowano w końcu 9,3 mld funtów. Obiecuje historyczne i niezapomniane święto sportu. Apeluje do mieszkańców o gościnność oraz uprasza ich jednocześnie o cierpliwość w pokrywaniu rozłożonego na lata rachunku za imprezę, na której zarabia głównie Międzynarodowy Komitet Olimpijski oraz jego najważniejsi żywiciele – sponsorzy i telewizje. Wreszcie modli się o brak incydentów i zakłóceń; w przypadku Londynu konkretnie o: niedopuszczenie do aktów terroru, sprawny transport i żeby przestał padać deszcz.

Można uznać, że wróciła normalność. W Atenach zadanie zorganizowania największego wydarzenia współczesnego świata wyraźnie gospodarzy przerosło – poślizg wisiał na włosku, skończyło się na strachu, a na końcu było nawet śmiesznie, gdy jeden z lokalnych producentów chipsów wypuścił reklamę, w której brzuchaci faceci w kaskach zajadają się smażonymi plasterkami ziemniaków, robota stoi, a płotkarze wychodząc z wirażu skaczą przez taczki i hałdy piachu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną