E-randki, e-miłość, e-zdrady
Seks z myszą
Norweski portal randkowy, żeby zareklamować się w Polsce, użył zdjęć zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz kota, wywołując skandal międzynarodowy. Coraz trudniej przebić się na tym rynku. Bo megapopyt wyzwolił hiperpodaż.
Profile zakładają dziś wszyscy – każdy status, każdy wiek, miejsce zamieszkania. Lekko dominują miasta i miasteczka.
Ale Ventura/AFP/EAST NEWS

Profile zakładają dziś wszyscy – każdy status, każdy wiek, miejsce zamieszkania. Lekko dominują miasta i miasteczka.

Na portalu e-darling by założyć profil, należy wypełnić kilkanaście stron kwestionariuszy.
materiały prasowe

Na portalu e-darling by założyć profil, należy wypełnić kilkanaście stron kwestionariuszy.

W ciągu ostatnich trzech lat powstały dziesiątki portali randkowych. Specjalnie dla wegetarian i dla lekarzy, dla ekstremalnych grubasów oraz lekko puszystych. Dla samotnych rodziców, mundurowych, nastolatek, niepełnosprawnych i dojrzałych. Dla mieszkańców Siedlec, wielbicieli sportu i dla lubiących seks sadomaso. Nie wspominając o takich oczywistościach, jak randkowe strony dla katolików, gejów, lesbijek, względnie pragnących poznać milionera. Portal, który przez pomyłkę zareklamował się osobą nieżyjącego prezydenta, też jest sprofilowany – tajne romansowanie dla ludzi będących w stałych związkach.

Sieć

Sieci jako biur matrymonialnych (ogólniej – kojarzenia par) używa około 4 mln Polaków. Najstarsza jest Sympatia – przez którą przewinęło się 5,5 mln ludzi, otwarta dla każdego. Na największym, portalu e-darling, program komputerowy na zasadzie swatki wstępnie dobiera potencjalne pary. Portal podaje, że miesięcznie wizytuje go ponad 1 mln ludzi.

Żeby w coś takiego wejść, wystarczy założyć profil – napisać coś o sobie niekoniecznie szczerze (z badań przeprowadzonych przez niemiecki portal TopGuscheinco.de wynika, że ponad połowa użytkowników portali coś tam w opisie zaniża lub zawyża). Dodać zdjęcie, wymyślić dobry nick (co ważne, o czym dalej), opłacić abonament – od kilkunastu do nawet kilkuset złotych miesięcznie. A potem można wybierać. Wysyłać wiadomości i liczyć na odpowiedź. Względnie wymienić się numerami telefonów i spotkać w realu.

Profile zakładają dziś wszyscy – każdy status, każdy wiek, miejsce zamieszkania. Lekko dominują miasta i miasteczka. Przeważają ludzie około trzydziestki (40 proc.) – obojga płci. Silnie reprezentowane są 40-latki – dziś najczęściej rozwodząca się grupa wiekowa. 80-latków też da się znaleźć. Co piąta Polka i 15 proc. Polaków ma lub miało – według Instytutu Badań Rynkowych – profil na jakimś tego typu portalu.

Z badań Megapanel PBI/Geminus dla serwisu Sympatia wynika też, że tylko w ciągu miesiąca użytkownicy sieci przejrzeli profile 317 mln razy, poświęcając na to średnio ponad 3 godziny (!). Tak się dziś ludzie dobierają w pary. Z racji na styl życia – i rolę Internetu – inne metody właściwie przestały istnieć. A Internet okazuje się niezwykle skuteczny. Z badań niemieckich wiadomo, że tylko do 2007 r. ponad 6 mln Niemców udało się znaleźć kogoś przez Internet, a prawie 2,6 mln tych związków przetrwało. Indyjski serwisshaadi.com chwali się, że skojarzył 750 tys. par na stałe, a amerykański match.com – 400 tys. Amerykańska witryna eHarmony podaje, że codziennie ponad 200 właścicieli profili bierze ślub.

Znajomości internetowe przenoszą się do realu. Badania prowadzone na zlecenie portalu dla katolików Przeznaczeni.pl pokazały, że prawie 40 proc. użytkowników tego portalu jest skłonne umówić się z kimś na randkę już po wymianie kilku wiadomości. Im bardziej sprofilowany portal – np. specjalnie dla lekarzy – tym mniej potrzeba, żeby się spotkać w realu. Badacze podkreślają, że w doborze naturalnym od wieków zasadniczą rolę grało podobieństwo – postaw, bo nie cech charakterów lub genów. Wybieramy podobnych – z podobnej sfery, z podobnymi zainteresowaniami, bliskich światopoglądowo, bo zakładamy, że będą nas bardziej lubić. Ktoś podobny wydaje się też bardziej przewidywalny, obliczalny – a w kontekście Internetu poczucie bezpieczeństwa nabiera szczególnego znaczenia, skoro finalnie idzie się gdzieś z kimś, kogo zna się tylko z sieci. I być może to jest pierwszy z powodów, dla których tak szybko przybywa portali randkowych dla zamkniętych, nawet niszowych grup.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj